czwartek, 10 sierpnia 2017

Przemoc wobec dzieci.

Przemoc to nie tylko sprawa cielesnosci, lanie na kolanie, scierka przez leb czy klaps w tylek. Kto wie, czy nie bardziej szkodliwa dla psychiki jest przemoc psychiczna czy emocjonalna, jakiej doznaja dzieci w domach rodzicow. Natrafilam niedawno na interesujacy i dla mnie bardzo wstrzasajacy artykul, jaki przemoc emocjonalna z dziecinstwa ma wplyw na dorosle zycie. Czytalam i oczom nie wierzylam, zgodnosc w przewazajacej liczbie ze mna, z moim charakterem, wycofaniem, introwertyzmem. Bo choc moze pozory myla, jestem pokaleczona emocjonalnie.
Moj pesymizm, brak wiary w siebie, strach i ataki paniki - wszystko to uklada sie w pasujaca mozaike. Moze innym nie rzuca sie to tak bardzo w oczy, bo lata pracy nad soba musialy w koncu przyniesc jakies efekty, ale tylko ja jedna wiem, co tak naprawde siedzi mi w glowie i kotluje sie w duszy. Czasem wydaje mi sie nawet, ze jestem odbierana jako osoba nie tyle niewrazliwa, co zimna i malo przystepna. Dlugotrwale wysluchiwanie, ze nie jest sie dostatecznie dobrym, ze wszystko, co sie robi, mogloby byc lepsze, utrudnia mi teraz podejmowanie decyzji w obawie, ze moze byc ona niewlasciwa, a nawet wiecej, ze kazda decyzja bedzie zla.
Zaskoczeniem dla mnie byla nadwrazliwosc na halasy, mam tak od dziecinstwa i np. w okresie nastoletnim, kiedy to mlodziez lubi sluchac glosnej muzyki, ja zawsze sluchalam jej cicho, nie lubilam dyskotek i tlumow. Tak zostalo mi do dzisiaj, halas odbieram jako jeden z wiekszych czynnikow stresujacych. Podobnie jest z moim zdyscyplinowaniem i punktualnoscia, z ktorych zawsze bylam dumna, bo myslalam, ze to moje pozytywne cechy. Teraz dowiaduje sie, ze to podswiadomy strach przed agresorem napedzal mnie do bycia perfekcyjna, zmuszal do szukania, co jeszcze nie zostalo zrobione, wynajdywania dziury w calym. Nigdy nie bylam szczegolnie towarzyska, zawsze dobrze czulam sie sama ze soba, nie lubilam publicznych wystepow, chocby odpowiedzi przy tablicy w szkole, bo obawialam sie krytyki czy niedajbuk wysmiania. Na przyklad komplementy przyjmowalam jako sarkazm wlasnie. Nie umiem tez otwarcie wyrazac wlasnych uczuc, nie otwieram sie w obawie przed utrata, wykorzystaniem. Nie walcze, nie umiem i nie wierze, ze moglabym walke wygrac, nauczylam sie wycofywac z konfliktow, ustepowac niz skakac z pazurami do oczu. Wciaz mam obawy, by kogos nie urazic, nie zrobic krzywdy. Brak we mnie takiej zdrowej przebojowosci, nie zeby po trupach do obranego celu, ale umiejetnosci lekkiego rozpychania sie lokciami. Ja wole zostawac w tyle.
Wahania nastrojow tez dopadaja mnie dosc czesto, trudne problemy i rzeczy zle widze zwielokrotnione, a pozytywnych czesto w ogole nie dostrzegam lub uwazam, ze sa bez znaczenia i wplywu. Dziekuje opatrznosci jedynie za to, ze nie dopadly mnie uzaleznienia, bo jest to wielkie zagrozenie dla doroslych, wobec ktorych stosowano w dziecinstwie jakikolwiek rodzaj przemocy.





64 komentarze:

  1. Asz napisałaś...jestem taka i taka, i taka...o! i jeszcze taka! To co teraz z tym zrobisz? Zostajesz w tym, czy coś zmieniasz? Bo jak dla mnie troszkę ciężko żyć z tym wszystkim. A poza tym jesteś odważna, uparta, zabawna, współczująca, empatyczna, czasem sarkastyczna (co bardzo lubię), wrażliwa i mądra swoim doświadczeniem. A to wszystko wiem z twojego bloga, bo tu pisząc, pokazujesz swoją duszę :-) Kiedy już coś widzisz, zaczynasz rozumieć, wtedy sam fakt obserwacji zmienia to. I napiszę coś, co było dla mnie najważniejszym odkryciem życia: MOŻNA kogoś nienawidzić i kochać. Można tak i tak.To normalne i wszyscy tak mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dawna pracuje nad soba, staram sie wypelzac z zakletego kregu, mam nawet niejakie sukcesy, co najmniej na niwie stosunkow miedzyludzkich i ukrywania wlasnych emocji. Jednak czesc z tego, co przeczytalam w tym artykule, jest nawet dla mnie zaskoczeniem, bo nigdy bym nie przypuszala, jak wielki wplyw na doroslego czlowieka ma stosunek jego rodzicow w dziecinstwie. Wiem tez, ze moi rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej, tylko im nie wyszlo tak do konca.

      Usuń
    2. Rodzice to kluczowa sprawa w dzieciństwie. Zależy od nich nasze przeżycie biologiczne. Bierzemy od nich wszystko co dają. A oni od swoich rodziców itd. Pokolenie pokoleniu. Wgrywamy sobie programy do przepracowania. Wiem, że uważasz siebie za zapiekłą racjonalistkę, ale masz otwartą głowę :-) Ja po przeczytaniu Wędrówki dusz M. Newtona nagle dojrzałam celowość tego wszystkiego. I to mi pomogło. Dla każdego coś dobrego. Wszystko jest po coś. Każde nasze doświadczenie pomaga stać się nam SOBĄ.

      Usuń
    3. Kiedy tak pomysle, ze inni mieli latwiej bedac docenianym i motywowanym przez rodzicow, podczas gdy ja bylam jedynie krytykowana, to mnie krew zalewa. Ile ja z zycia stracilam na proby naprostowania siebie, odbudowania choc malego ulamka wiary we wlasna wartosc. A moglam w tym czasie gory przenosic.

      Usuń
    4. Przenosiłaś Pantero. Przenosiłaś całe łańcuchy górskie. Walczyłaś o siebie, założyłaś rodzinę, miałaś dobre i niedobre życie, czyli tak jak wszyscy. Byłaś sobą, walczyłaś o siebie, żyłaś. Popacz jaka teraz jesteś :-) To wynik tego co zrobiłaś ty sama, ale też i wynik tego co rodzice ci dali do przepracowania. Wszystko się zazębia :-) Tylu ludzi przyciągasz do siebie, popatrz i się ciesz :-) To łatwiejsze niż się wydaje. Teraz nie musisz gór przenosić, teraz dużo już rozumiesz, teraz czas pocieszyć się i powiedzieć : Lubię cię Pantero Anno Mario. To trudne, ale można się nauczyć... :-)

      Usuń
    5. Wasza obecnosc obok mnie to ja akurat bardzo doceniam, nie wyobrazam sobie innego zycia, zycia bez Was. Bo to Wy czesto dodajecie mi sil, wyciagacie za kudly z mulistych dolkow.
      Ale od czasu do czasu dopada mnie i nic na to nie moge poradzic.

      Usuń
  2. no i wszystko jasne.... zawsze powtarzam jak mantrę, patrząc na dzieci, które uczę i przede wszystkim z którymi latami pracuję teatralnie, że wszystkiemu winni rodzice i rodzina!!! u mnie też traumy ale jakby nieco inne - ja walczę, jestem całe życie zbuntowana i wiecznie się spóźniam oraz na wiele rzeczy mam wywalone, żyje po swojemu...ciężko mi bardzo się dostosować społecznie. Aniu czy ten artyk. jest po polskiemu? jeśli tak to daj namiar.proszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamte czasy nie sprzyjaly buntom, nie bylo do kogo sie zwrocic, czlowiek byl finansowo zalezny od rodzicow. Moje bunty byly tlumione w zarodku, naprawde bylam bezsilna.
      Tak, artykul byl po polsku na ktorejs ze stron fb, ale nie moge teraz znalezc, naprawde nie pamietam, na ktorej.

      Usuń
  3. Też uważam, że przemoc psychiczna i wynikający z niej uraz psychiczny to coś o wiele cięższego niż klaps czy poważne lanie. I we mnie sporo jest z tych cech (najwiecej z nich pozostawił po sobie sadystyczny matematyk z podstawówki, ale i rówieśnicy dołozyli swoje), które wymieniłaś, ale są też kompletnie rózne - z drugiego bieguna nawet.Jakieś rzucanie sie na głęboką wodę, jakieś ataki ekstrawertyzmu, naiwność omalże dziecięca i nieusuwalna wiara w dobro. Mieszanina zagadkowa. Człowiek do konca życia uczy sie siebie i uczy sie oswajac to biedne zwierzątko w środku. Ono tak bardzo boi się bólu a chcąc go uniknąc tworzy zasieki, maski, kopie fosy. Czasem jednak sam w nie wpada i wywołuje tym jeszcze większy ból.Tak czy siak najważniejsze, to lubic siebie samą. Doceniać za to, co warte jest doceniania. Nie skupiac sie na wadach i problemach prawdziwych, wyolbrzymionych czy urojonych. Nie ma przecież ideałów. Każdy z czymś sie w sobie szarpie...
    Anuś, ściskam Cię mocno w kolejny upalny poranek!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci w podstawowce potrafia tez byc bardzo okrutne, ja mialam nadwage, wiec jezdzily po mnie jak po lysej kobyle, a ja umialam tylko plakac, co je jeszcze bardziej napedzalo. Brakowalo mi wsparcia z domu, tej sily wewnetrznej, dzieki ktorej stawilabym czolo calemu swiatu.
      U nas pada niestety i pewnie dzisiaj nici z psiego kapieliska :(

      Usuń
  4. Doświadczyłam takiej przemocy juz w zyciu dorosłym, od mojego męża a potem kolejnych partnerów. Udało im sie mnie skutecznie zakompleksić i wbić do parteru. Moja droga w kierunku normalności jeszcze się nie skończyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemoc od partnerow odbywa sie juz w wieku doroslym i, co najmniej teoretycznie, mozna bronic sie samemu. Kiedy dziecko jest atakowane i to ze strony osob najblizszych i jedynych, jakie ma, jest ono calkiem bezbronne.

      Usuń
  5. Wiele z tego co napisałaś pasuje do mnie.Też zawsze stałam na uboczu.Bałam się mówić o swoich emocjach i racjach.W dzieciństwie się bardzo jąkałam.Bałam się gdzieś wejśc i powiedzieć nawet dzieńdobry.Paznokcie obgryzam niemal do dziś.A jak Chłopak a póżniej Facet zrobił mi np. herbatę albo dał kwiaty,zawsze gdzieś się w tyle głowy tliło że ja na to nie zasługuję.Koleżanka teraz chodzi na oddział poranny leczenia nerwic i co tam mówią to się w głowie nie mieści.A Luna dostała leki przeciwbólowe i przeciw zapalne.Póki co nie kuleje.Ale na dłegie spasery parę dni nie będę chodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie do dzisiaj bardzo trudno jest mowic o swoich emocjach, boje sie je uzewnetrzniac i pewnie tak mi juz zostanie do konca zycia. Uzalanie sie nad soba nie lezy w mojej naturze, ale tez zdaje sobie z tego sprawe, jak zly wplyw na moje zdrowie ma takie zamykanie sie w sobie.
      Leki przeciwbolowe zlikwidowaly u Luny skutek choroby, a jaka jest jej przyczyna? Bo moze sie zdarzyc, ze po odstawieniu lekow wszystko wroci.

      Usuń
  6. Przeczytałam i...wrocily wspomnienia. Wiem dobrze, jak to jest. Wiem doskonale, jak to wpływa na życie późniejsze. Wiem, jak trudno potem człowiekowi sie odnaleźć. Caly czas sie staram i caly czas sie odnajduje, choc latwo nie jest, bo koszmary wracają:( Nie chce o tym pisac. Wazne, ze nie skonczylam gdzies "na dnie"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak latwo w tym przypadku tego dna dotknac, a tak ciezko sie od niego odbic. Czasem mam wrazenie, ze to dno jest mi juz dozywotnio pisane. Wiem, ze mialas na mysli inne dno, ale jakie to ma znaczenie, dno pozostanie dnem.

      Usuń
  7. widzę wady moich rodziców w sobie
    i bardzo się boje, że moje dzieci ode mnie też doświadczyły nie tylko dobrego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wobec swoich z poczatku powielalam zachowania wlasnych rodzicow, az sie otrzasnelam. To takie typowe, ze mimo wlasnych zlych doswiadczen, postepuje sie tak samo albo podobnie. W pore to zmienilam.

      Usuń
  8. Właściwie to nie wiem co napisać,
    bo gdybym chciała to wyszedłby jakiś elaborat, książka albo praca naukowa.
    Od pewnego czasu myślę,że człowiek rodzi się
    i jest mu przeznaczony taki a taki los.
    Od czego to zależy nie wiem.
    Czasami myślę, że ludziom wmawia się ,
    że mają różne problemy, bo chce się wyciągnąć od nich kasę.
    Chociaż patrząc subiektywnie na pewno danemu człowiekowi jest ciężko.
    Jak to zmienić ? Nie wiem...
    Na pewno należy zmienić sposób myślenia o swoim problemie.
    Wiem to po sobie, bo można myśleć tragedia albo eee dam radę...
    Ale każdy człowiek ma inne podejście do życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem fatalistka, nie wierze, ze wszystko mamy z gory zapisane. Na charakter doroslego czlowieka sklada sie cala masa przeroznych uwarunkowan. I nie zawsze jest tak latwo, jak piszesz, powiedziec sobie: dam rade i ze wszystko zalezy ode mnie. Bardzo splycasz.

      Usuń
    2. Nie spłycam, taka jestem.
      Nie jestem tez fatalistką,
      Tylko jak słyszę ,że wokół ludzie mają problemy,
      z którymi sobie nie mogą poradzić, to dochodzę do wniosku,
      że się tacy rodzimy.
      Jak to jest to tak naprawdę nie wiemy.
      Mam bliską osobę, która ma podobne problemy do Ciebie,
      ale ja reaguję inaczej na świat.
      Dla mnie jeżeli mam coś zmienić to zmieniam i już.
      Nie oglądam się w ogóle wstecz w przeszłość ,
      bo jej zmienić nie mogę.
      Kiedyś pokazałaś swoje zdjęcia z młodości
      i pomyślałam sobie o matka jaka ładna jak modelka z okładki,
      więc jak taka ładna dziewczyna może mieć problemy ??
      Pewnie sobie radzi bardzo dobrze...
      Każdy z nas przechodzi w życiu różne koleje losu,
      ale kwestia tego jak te ciężary przyjmiemy na barki.

      Usuń
    3. Czlowiek rodzi sie jako niezapisana karta, nie ma uprzedzen ani strachow, kazdy ma potencjal. I nie probuj wmawiac, ze wplyw rodzicow nie ma znaczenia w wykorzystaniu tego potencjalu. I jezeli Ci sie wydaje, ze kazdy pozniej moze strzepnac pylek z ubrania i zmienic swoje zycie, to raczej sie mylisz.
      Zycie kazdego czlowieka sklada sie z przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci. Tej ostatniej nie znamy i nie mamy na nia szczegolnego wplywu, jedynie czesciowo, np. uczac sie i studiujac, reszta jest mniej lub wiecej dzielem przypadku i lutu szczescia. Skreslanie przeszlosci to odcinanie korzeni, przeszlosc jest stalym skladnikiem, nie rozumiem jak mozna nie ogladac sie za siebie.
      Masz szczescie, ze jestes zdrowa, latwiej Ci splycac wszystko do wlasnego punktu widzenia i nawet nie probujesz zrozumiec innych ludzi. Codziennie tysiace ludzi odbieraja sobie zycie, o tych pomniejszych malo sie slyszy, ale kiedy gasnie gwiazda, tacy jak Ty glupio pytaja: mial wszystko, byl piekny i bogaty i on mial jakies problemy? Takie, ze az sie zabil?
      Wiecej empatii, Krysiu, o ile w ogole masz ja w sobie, a nie zyjesz w przekonaniu, ze wystarczy chciec.

      Usuń
    4. Ja nie żyję w przekonaniu tylko to robię na co dzień.
      Wystarczy tylko chcieć i rozumieć przyczyny i skutki.
      To właśnie na przyszłość mamy wpływ, bo na przeszłość nie mamy na pewno :-)
      Przeszłość nie ma wcale wpływu na nas pod warunkiem ,że chcemy zmiany.

      Mamy zupełnie odwrotne spojrzenie na świat i pewnie zupełnie inne życie
      i zupełnie inne osiągnięcia.:-)

      Usuń
    5. Lekka reka rozdajesz recepty na szczesliwe zycie, nie ogladajac sie na zadne okolicznosci.

      Usuń
    6. Nie rozdaję , tak żyję za radą światłych umysłów :-)
      Można się godzić na to co mamy lub buntować i budować nowe.
      Najtrudniejszy jest pierwszy raz wyjść ze swojej strefy bezpieczeństwa,
      Później już się wie i umie to robić.
      "Możesz uzdrowić swoje życie" Luisy Hay przez pół roku była moją Biblią , czytałam ją na okrągło aż pożyczyłam komuś i znikła, ale wiedza pozostała.
      To była bardzo dawno :-)
      Każdy ma swoją książkę, która jest początkiem zmiany.
      A potem było bardzo wiele książek i bardzo wiele szkoleń :-)

      Usuń
    7. Nadal twierdze, ze splycasz zagadnienie, a z empatia Ci zupelnie nie po drodze.

      Usuń
  9. Trochę nie chce mi się w to wierzyć, bo w liście Twoich cech odnajduję sporo podobieństw do siebie, a jednak w dzieciństwie nie tylko nie używano wobec mnie żadnego rodzaju pomocy, ale jeszcze byłam chwalona i rozpieszczana na wszystkie strony. Kto żyw, okazywał dumę z TAKIEJ córki, wnuczki, bratanicy. Ale może pewne cechy są wrodzone, a może przychodzą z wiekiem i nie musza być warunkowane tym samym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja chorobe spowodowaly problemy i dramaty, ktore mialy miejsce poza dziecinstwem, i to one Cie uksztaltowaly. Byc moze wlasnie dlatego, ze rodzina dala Ci ogromne wsparcie, jeszcze chodzisz po tym swiecie.

      Usuń
    2. Frau Be, nie znamy się, ale siedząc na terapii grupowej i słuchając historii innych ludzi, dowiedziałam się, że czasem nadopiekuńczość, ciągłe chwalenie, nadmierne opiekowanie się, też powodują problemy u dzieci i warunkują późniejsze problemy. O taki typowy przykład: mama pomaga dzieciakowi malować obrazek, dopicowuje go. Dziecko wygrywa konkurs. Wie, że nie zasłużyło, ale jedzie po nagrodę. Źle się czuje, ale nie umie wyrazić o co chodzi. A potem, nie umie podjąć działania, nie wierzy w siebie, myśli, podświadomie, że jest nic nie warte bez innych. Złości się też na mamę, że nie dała spróbować, że przez nią tak się czuje. Ale tego nie powie, bo kocha mamę. W obie strony można przedobrzyć. W dzisiejszym stanie świadomości wydaje mi się, że nasze choroby, wszystkie, zaczynają się w naszych głowach. Z programów wgranych w dzieciństwie. Jednak.

      Usuń
    3. Myślę teraz o dzieciach Kulki. Przez całe życie w matni. Dwójka już pełnoletnia, trzecie w gimnazjum. Oni nigdy nie byli normalni i w dorosłe życie wejdą zwichnięci już na zawsze. Ale w polskich sądach sprawy toczą się latami i są z góry przegrane, bo kurwa, złodziej i bandyta mają się dobrze, a ofiary... Same są sobie winne.

      Usuń
    4. Ania, chociaz moze to tak na pozor wyglada, Frau Be nie odpowiedziala na Twoj komentarz, bo dopiero co obydwa opublikowalam. :)
      Moi rodzice byli w kazda strone nie tacy, z jednej bardzo nadopiekunczy, z drugiej niezmiernie surowi i wymagajacy, wciaz krytykujacy i nigdy nie chwalacy, chocbym nie wiem jak sie starala. Nasze relacje dopiero niedawno jakos sie poprawily, szkoda, ze tak pozno, bo jak wiesz, tato niedawno zmarl.

      Usuń
    5. Frau Be, najgorsze jest to, ze cale pokolenia jedno po drugim powielaja bledy rodzicow, ktore ich tak wlasnie uksztaltowaly. Nie umieja inaczej? Nie zdaja sobie sprawy ze szkodliwosci?

      Usuń
    6. Do ani Bezowej: za mnie nikt nie wygrywał konkursów ani nie odrabiał lekcji :)

      Usuń
    7. Pantero, nie wiem. Matka Kulki uciekła od męża dość szybko. Kulka popełniła ten błąd, że zamiast odejść od niego od razu, wpakowała się w trójkę dzieci. I teraz zwyczajnie nie ma z nimi dokąd pójść ani za co żyć. A skurwiel się nie wyprowadzi, bo nie, bo ma fajną zabawę, dręcząc ich wszystkich. Może w cywilizowanym kraju byłoby już dawno po sprawie, ale przecież nie w Polsce.

      Usuń
    8. Frau Be, to nie Ania Bezowa, ale Ania Bzikowa - dwie rozne kobiety. :)))
      Co do Kulki, to ma wszystko troche na wlasne zyczenie, bo chyba nie zaczal jej dreczyc dopiero po urodzeniu trzeciego dziecka? No i miala pecha urodzic sie w katolickim kraju, gdzie bicie zon nie jest potepiane i karalne.

      Usuń
    9. Moim zdaniem bardzo na własne życzenie. Zaczęło się w dniu ślubu i tak zostało. Jeżeli ktoś wie, jak jest, to ładowanie się w trójkę dzieci jest - w mojej ocenie - głupotą.
      Popatrz tu:
      http://fraube2.blogspot.com/2012/10/91-meczenstwo-czy-gupota.html

      Usuń
    10. Tylko sie wkurzylam na ten typowy elektorat pisu.

      Usuń
    11. A żebyś wiedziała, że PiS-u...

      Usuń
  10. Czułam się kochana, we wczesnym dzieciństwie nawet byłam rozpuszczona:))) Przyczyny moich kompleksów są dwojakiej natury i sposób wychowania ma na nie duży wpływ. Chyba dlatego czułam się zawsze bardziej związana emocjonalnie z babcią niż z mamą. Babcia (matka mamy) opiekowała się nami (mną i moją siostrą), więc była z nami częściej i dłużej niż mama, a poza tym nie krytykowała.
    Ola fajnie napisała o tym zwierzątku w środku. Ja to odczuwam trochę inaczej, jako teoretycznie nieprzenikalną nienaruszalną sferę, tyle że ona wcale nie jest taka nieprzenikalna, bo - niestety - dość łatwo ja naruszyć, a ja się wtedy wręcz rozpadam na kawałki... Już pisałam kiedyś o tym, tylko nie pamiętam gdzie; największe wsparcie i bezwarunkową akceptację dał mi mąż. To dzięki niemu emocjonalnie stanęłam na nogi, choć przebojowości, tej zdrowej, mi brak. I też jestem wycofana, często ustępuję nie chcąc eskalować konfliktów i jestem zdecydowanie introwertyczką.
    A Ty, Panterko, wydajesz mi się taka, jak Cię opisała Anna Bzikowa.
    PS. Popatrz, zawsze piszę o kobietach, ale faceci w naszej rodzinie stali z boku i wydawało im się, że to oni rządzą:)))))))) Co nie znaczy, że nie mieli na nic wpływu - niestety, mieli:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod tym wzgledem to jakos nie mam szczescia do rodziny, maz ma sporo zalet, ale nie wspiera tak, jakbym sobie to wyobrazala i zyczyla, on sam jest chyba w podobnym emocjonalnym deficycie milosci rodzicielskiej i tez nie umie jej uzewnetrznic, ani mowic o niej.

      Usuń
  11. Chyba dość wielu rodziców z tego pokolenia powojennego samo jeszcze nie dość się otrząsnęło po tej całej tragedii. Dostali od swoich rodziców głównie dar życia, ale już o miłości czy trosce przeważnie nie było mowy. Mieli głównie obowiązki, jak nie dostawali w dupę. Moja babcia wyszła za dziadka mając 16 lat. I tak wielki plus dla niej, że trójkę dzieci w miarę jakoś za tej wojny urodziła i wychowała na ludzi.
    Im bardziej wgłębiam się w historię moich rodziców, tym więcej we mnie dla nich zrozumienia. Choć co zepsuli, to zepsuli i już nie naprawią. Dalej mogę naprawiać ja sama. Dużo cech mi się pokrywa z Twoimi.
    Choć nie mam strachu przed publicznymi wystąpieniami, w szkole też dostawałam stopnie za aktywność. Dzięki czemu? A bo mama mnie do tego popychała, za to chwaliła i tę śmiałość jej się udało we mnie wyrobić.
    Mam też nadwrażliwość na dźwięki, im starsza, tym większą.
    Pamiętam moją wrażliwość i samotność z okresu dzieciństwa, miałam poczucia kompletnego niezrozumienia przez otoczenie. I dużo więcej. Wiem, że tylko ja mam jednak wpływ na to, co z tym zrobię. Jak to gdzieś ostatnio przeczytałam: odbierz innym pilota do twoich emocji. Nie zawsze jest to możliwe, często tkwimy w schematach z domu rodzinnego do końca życia, ale jednak mamy różne możliwości, żeby od nich odchodzić, trzeba na to jednak odwagi, chęci i dużo pracy.
    A i tak bywa, że popełniamy w kółko te same błędy i wchodzimy w takie same emocjonalnie poplątane relacje, odzwierciedlające nasze życie w domu rodzinnym.
    Dobrze, że nasze pokolenie jest już chociaż bardziej świadome tego, jak nasze zachowania wpływały na życie naszych dzieci i przeważnie części tego syfu udawało nam się unikać.
    Ech, długi i ciężki temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duzo czasu uplynelo, zanim zorientowalam sie i zrozumialam, skad to wszystko u mnie sie wzielo. Duzo czasu musialo uplynac przy pracy nad soba, zeby choc na zewnatrz nie sprawiac wrazenia osoby, jaka jestem naprawde. Nie zawsze mi to wychodzi, nie zawsze sie udaje zachowac pozory. Najwazniejsze, ze zaczelam umiec o tym mowic, to juz swego rodzaju oczyszczenie i ulzenie sobie.

      Usuń
  12. No zauwazylam ze bywasz pesymistyczna i czesto widzisz 'na czarno', na pewno to co spotykana nas w dziecinstwie ma duzy wplyw na nasze cale zycie. Nie bylam chwalona jako dziecko, moi rodzice po prostu nie umieli pokazac ze kochaja, chyba wtedy nie bylo popularne mowienie dzieciom ze sie je kocha, tak jak teraz co rusz slychac 'I love you'. U mnie chyba najbardziej zawazyly rozczarowania, jedno takie duze do matki, no i do innych roznych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj ojciec zawsze bardzo wysmiewal te ajlawjowania w filmach i uwazal, ze to wielka przesada mowic to dzieciom, bo wyrosna z nich rozpuszczone bachory. Masz wiec pelen obraz jego nastawienia do okazywania dziecku milosci i szacunku. On sie tego bal i chyba wstydzil, sadzac, ze takie postepowanie moze tylko zaszkodzic. Matka tez nie byla szczegolnie wylewna.

      Usuń
  13. Wypisz wymaluj ja. Z tym że jedynym plusem mojego życia z alkoholikiem była terapia dla współuzależnionych. To były 4 lata ciężkiej pracy. Ale warto było. Aniu wierzę w Ciebie, bo jesteś wyjątkową osobą. A teraz wstań od kompa czy srajfona, podejdź do lustra,popatrz na siebie i powiedz głośno: jestem wyjątkowa, ma rację ta Dedytka :D. I tak codziennie. Może być już beze mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kiedy ja w lustrze widze stara brzydka babe. Acha i gruba.

      Usuń
    2. Zmień lustro.
      Bo ja na Twoich zdjęciach widzę piękną kobietę.
      A poza tym, ważny wpis, ale nie będę komentować, bo powyżej już to zrobiły różne mądre kobiety.

      Usuń
    3. Musialabym pozbyc sie wszystkich luster w domu, bo zmiana nic nie wniesie. A przebrzmiala uroda to nie wszystko, skoro wnetrze pokaleczone i w kawalkach.

      Usuń
    4. Bo masz gadać, a nie tylko sie gapić. Ja na ten przyklad mam odstajace sloniowe ucho, a noszę krociutkie wlosy i lewe oko niżej niż prawe. I co z tego? I tak jestem piekna :D

      Usuń
    5. No co Ty! Mam sobie klamac prosto w oczy, skoro sie sobie nie podobam? Zreszta uwazam te metody za glupie, takie autorozmowy czy wywrzaskiwanie z siebie frustracji albo boksowanie worka, zeby upuscic zla energie.

      Usuń
  14. Anusia, cóż mi napisać...
    Jestem zupełnym przeciwieństwem Ciebie. Tak, dzieciństwo kształtuje człowieka, dlatego często wracam wspomnieniami do młodych lat. Ścierą dostałam nie raz od mamy, bo byłam pyskata i uparta, dziś mnie to śmieszy. Nie umiałam i nie umiem rozpychać się łokciami, ale o swoje potrafię walczyć. Ustępuję też, dla świętego spokoju, ale tego nauczyłam się już będąc dorosłym człowiekiem.
    Miałam w dzieciństwie koleżankę, którą matka wychowywała pasem, a ona i tak robiła co chciała, wiedząc, że oberwie.
    To, że nie miałam nakazów i zakazów wpłynęło na moją psychikę, jakoś wyczuwałam tę granicę, żeby jej nie przekroczyć. Do dziś brzmią mi w uszach słowa mamy "Uważaj na siebie"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko wyroslam na czlowieka, choc przy takim wychowaniu moglam zboczyc z prostej drogi. Moze mialam w sobie ten wrodzony hamulec, moze za bardzo sie balam konsekwencji. Duzo mnie to kosztowalo, wiele przeszlam, o czym chcialabym zapomniec, ale nie moge.

      Usuń
  15. Kazdy z nas podobne chwile przezywal, takie byly czasy. Wobec mnie nie uzywano przemocy, ale mnie tez i zbytnio nie chwalono. Przed innymi to owszem, trzeba bylo sie pochwalic cudownym dzieckiem, ale mnie nie motywowano w zaden sposob, ot przyzwyczaili sie ze Iwonka zawsze najlepsza i zawsze sobie poradzi. No i sobie radzila. I w tym momencie mozna zaczac wpisywac wiekszosc tych cech, ktore wymienilas. A nawet wszystkie. Psycholog, u ktorej sie "leczylam" po rozwodzie, otworzyla mi oczy na niektore sprawy, wiem ze nie musze spelniac niczyich oczekiwan, nie musze byc najlepsza, a jak czegos nie zrobie to swiat sie nie zawali. Z ta swiadomoscia zyje sie lepiej, ale demony w glowie ciagle siedza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi nawet przed innymi nie chwalili sie mna. Jakby mnie nie bylo. Kolezanka mojej mamy wciaz gadala o swoich dzieciach, pozniej o wnukach, ze sa najlepsze. Moi rodzice zawsze milczeli na moj temat, jakby taka pochwala mogla mnie zepsuc.
      Ja juz dawno przestalam zadowalac innych, tylko jakos nigdy nie umialam zadowolic siebie samej.

      Usuń
  16. Panterko, nie tylko rodzice, ale w tamtych czasach często szkoła i nauczyciele dawali nam w kość. Nasi rodzice nie byli nauczeni tego, że dziecko trzeba nie tylko ganić, ale też, że trzeba odpowiednio motywować i chwalić. Nauczyciele dla Naszych rodziców byli wyrocznią, bo tak byli wychowani. Moja Mamcia, się moim nauczycielom postawiła się dopiero, gdy byłam w liceum - wypadek, wstrząs mózgu u mnie, szpital, a ja po powrocie do szkoły usłyszałam, że podrobiłam zaświadczenie lekarskie i zwolnienie. Od tego czasu bardzo się zmieniła i teraz wiem, że mam kogoś, kto rzuci się w ogień, gdy ktoś mnie próbuje zdołować. Niestety wcześniejsze lata wyrobiły we mnie poczucie, że sobie nie poradzę, że jestem gorsza, od osób koło mnie. Walczyłam z tym i bardzo pomagał mi w tym mój mąż. Czasami po prostu nie potrafię otworzyć się na innych ludzi i zamykam się. Moje dzieci były wychowywane w zupełnie inaczej, Wiedziały, że zawsze, gdy powiedzą prawdę, to będę ich broniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod tym wzgledem jestesmy tak rozni od naszych rodzicow, chyba lepsi, bardziej oczytani w zakresie psychologii dziecka. Czy chocby rodzice nie bija, bo teraz jest to prawnie zakazane, a za naszych czasow nie tylko takich uregulowan nie bylo, ale kary cielesne byly nawet w szkolach, salkach katechetycznych czy na policji (milicji). Praktycznie kazdy dorosly mogl wlac kazdemu dziecku.
      Dobrze, ze te czasy naleza do przeszlosci.

      Usuń
  17. Przyszła mi do głowy taka myśl, że może pojawienie się na świecie Ciebie, trochę zaskoczyło rodziców- studentów? i chcieli, byś właśnie Ty osiągnęła to, czego im się nie udało do końca. Dlaczego nigdy nie pomyśleli o drugim dziecku? Kochali Cię po swojemu, nie tak jak dziecko oczekuje.
    Mnie wogóle nie było w planach, jestem i nawet przydałam się na starość Mamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co chcieli, nigdy mnie o tym nie poinformowali. Moze i mieli w stosunku do mnie jakies swoje plany, szkoda, ze nigdy nie zaakceptowali moich wlasnych, ktore nie zgadzaly sie z ich wyobrazeniami. Na pewno mnie kochali, teraz i ja o tym wiem, tylko dlaczego nigdy mi tego nie powiedzieli. Przez cale zycie staralam sie sprostac ich wymaganiom, nigdy nie dostalam najmniejszej pochwaly.
      Ehhh, szkoda gadac...

      Usuń
  18. Jak będzie ponownie kuleć mam zrobić prześwietlenie ,usg.Dziś prawie nie kulała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kuleje, bo dzialaja srodki przeciwbolowe. Zastanawiam sie jednak, czy znow nie okuleje, kiedy przestaniesz jej dawac. To mnie martwi.

      Usuń
    2. Oczywiście ze dzieciństwo ma decydujacy wpływ na kształtowanie naszego charakteru...Mama byla wrażliwym,kochającym Człowiekiem-ubóstwiamam Ją...Niestety tato,zagladal często do kieliszka a po,byl b.agresywny.Od malego bylam przestraszona i wycofana.....
      Doświadczylam tez czegos b.zlego o czym nie chce pisać....
      Te wszystkie przeżycia spowodowały u mnie nerwice lekową,ktora objawiala sie bólem żołądka.
      Niestety w dorosłym zyciu tez ta nerwica dawala znac o sobie...Strasznie sie wszystkim przejmuje i dobieram do głowy...Uczę sie cale życie dystansu do pewnych spraw.Mam tez troche taki "włoski"temperament.Dużo bym dala aby miec SPOKÓJ w sobie...nie emocjonować sie byle g...a jednocześnie umieć byc asertywna.

      Pantero,nigdy bym nie powiedziała,ze bylas przy kości!!!Widziałam Twoje foty,na których jesteś szczupła to po 1 i naprawdę Bozia Ci nie poskąpiła urody....Kojarzysz mi sie z taka blondynką z teledysku Marillion...
      A obecnie przeciez schudlas i uwierz chciałabym miec taka figurę jak Ty teraz..

      Ktos tam napisał wyżej,ze jezeli ma się dom,dzieci i powiedzmy stabilną sytuację,to jakie moze miec problemy?..Okropnie powierzchowne stwierdzenie...
      Niedawno bylo glosno w mediach o samobójstwie jednego z b.znanych wokalistow-Chrisa Cornella...Na scenie od poczatku lat 90,kilka zespołów,mega popularny...
      Dlaczego to zrobil?...
      Spekulacji nie ma końca...
      Kilka tyg.temu-kolejny wokalista z Linkin Park..tez gwiazda,kupe lat scenie...
      (ponoc przeważyły dramaty które przeżył jako dziecko -nigdy nie mogl sobie poradzić z tym..)
      Przepraszam za długi komentarz...
      Za dużo mam myśli w tym smutnym temacie....

      Usuń
    3. Niektorzy sa zaskakujaco powierzchowni, jakby sami nie mieli "wnetrza" (moze wlasnie nie maja?). Widza ladnego, bogatego czlowieka i nie moga zrozumiec, dlaczego dobrowolnie odszedl. Jakby bogactwo i uroda przesadzaly o wszystkim. Nie umieja choc troche wejsc w skore czlowieka chorego, nie ma w nich na to dosc empatii. No i te kretynskie porady: wez sie w garsc, chciec to moc i podobne.

      Usuń
    4. Masz rację...niektórym się wydaje ze uroda i kasa to przepustka do szczęścia a do tego popularność -to juz w ogóle-niczym zdobycie M.Everestu...a tak niestety nie jest..Moja dobra znajoma od 15 lat jedzie na antydepresantach-nikt by nawet nie przypuszczał,że za każdy powiedzmy w miare przeżyty dzien odpowiedzialna jest kombinacja różnych lekow..Z zewnątrz?Ładna,super dzieci,mąż biznesmen mający firmę.
      Bez leków...rozsypka komoletna,brak sił by wstać z łóżka.....

      Usuń
    5. Owoc, kto sam tego nie przezyl, nigdy nie bedzie w stanie nadazyc za tymi, ktorzy chorowali albo choruja. Maja na oczach klapki, jak chabeta dorozkarska i nie wytlumaczysz, bo oni wiedza lepiej, jak szczesliwie zyc, a chora osoba po prostu powinna zmienic nastawienie.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.