czwartek, 22 czerwca 2017

Urlopiczek.

Dzisiaj, planowo ok. 10.00, wybywam na bardzo krotki urlopik, niestety tylko do niedzieli. Jade do duzego miasta, w ktorym nigdy w zyciu jeszcze nie bylam. Gosciny udzieli mi znana Wam osoba, ale na razie nie bede zdradzac zadnych szczegolow, wszystkiego dowiecie sie po moim powrocie. Tymczasem mozecie sobie w ramach tesknoty (bo nie watpie, ze bedziecie za mna bardzo tesknic) pozgadywac, w jakim miescie i u kogoz to bede robic nalot na dom.
Najgorsze, ze wedle prognoz, pogoda ma byc totalnie do dupy i to przez cale czetery dni, w tym pierwsze dwa z burzami, a nastepne dwa "tylko" z deszczem. Zwiedzanie miasta zapowiada sie wiec pod parasolkami i w sweterku. Szlag! Wprawdzie saharyjskie upaly bylyby rownie nieznosne, no ale deeeszcz... Nie wiem, co lepsze.
Zostawiam Wam na pocieche troche kfiatkow trzepnietych lelefonem.




























Bywajcie zdrowi i do niedzieli, choc w miedzyczasie tez bede miala lacznosc ze swiatem, tylko na udzielanie sie braknie czasu.





środa, 21 czerwca 2017

Zle sie dzien zaczal, lepiej sie skonczyl.

Wprawdzie w pewnym oddaleniu, ale mieszkamy blisko jedynej ulicy, ktora mozna wjechac do mojego miasta od poludnia. Codziennie musze jechac ta ulica w strone miasta, bo nie ma innej drogi. Ale nie tylko ja musze, bo tedy dojezdza masa osob z okolicznych wiosek i miasteczek do pracy, stad rano i po poludniu jest ona dosc zatkana, ale ruch odbywa sie dosc sprawnie w obie strony z racji tzw. zielonej fali. No dobra, w ekstremalnym tloku mozna nie zdazyc dojechac na nastepne zielone, ale na ogol wszystko gra i buczy. Od kilku tygodni daly sie zauwazyc zaklocenia w zielonej fali, ktora przeobrazila sie w czerwona, ale wszyscy kierowcy mieli dla tych zaklocen zrozumienie, bo na calej dlugosci ulicy sa wymieniane sygnalizatory swietlne i w tym czasie stoja na skrzyzowaniach takie tymczasowe.
Wczoraj jednak cos calkiem sie zatkalo, korek byl na cala dlugosc ulicy, po wjechaniu na skrzyzowanie nie mozna bylo go opuscic, tylko stalo sie na srodku, bo nie bylo jak zjechac. Wielu kierowcow uciekalo w boczne uliczki, probujac ominac ten armagiedon, reszta, w tym ja, nie mielismy wyjscia, stalismy lub posuwalismy sie zolwim tempem. Kiedy zobaczylam przyczyne tego korka-giganta, z mych ust wyrwalo sie wiele slow nieparlamentarnych. Bo otoz policja zablokowala jeden pas ruchu. Nie uwierzycie, dlaczego. Jakims bachorom czy studentom zlecono liczenie przejezdzajacych samochodow, no i zeby im sie nie pokickalo z dwoma pasami ruchu, jeden wylaczyli z uzytku. O 7.30 rano, kiedy tysiace ludzi spiesza sie do pracy.

Z ulga zjechalam z tej przekletej i zatkanej na ament ulicy, pomyslawszy sobie, ze najgorsze minelo i, wprawdzie na styk, ale  nie spoznie sie do roboty. Tymczasem na dalszym odcinku,  po skreceniu w ulice, ktora wiedzie obok Kiessee, stanelam znowu, a tempo tym razem bylo slimacze. Nie zauwazylam po drodze zadnych rachmistrzow samochodowych, wiec nie wiem, co bylo przyczyna.


Do roboty dojechalam z 15-minutowym opoznieniem, wiec wszyscy juz mysleli, ze albo umarlam, albo mialam po drodze wypadek. Zadzwonic sie balam, bo nie mam zestawu glosnomowiacego, a za telefonowanie mozna stracic prawko, tak zaostrzyli kary (i dobrze!).
Z powrotem moglam jechac w miare normalnie, nic sie nie dzialo, no gdyby nie ten sakramencki upal. Bo zanim klima zacznie chlodzic, przez chwile ma sie wrazenie sauny. Dotarlam ledwie zywa, zmeczona ponad miare, a tu liscik w skrzynce. Po ostatnim horrorze z pismem od EON (KLIK), teraz kazde nowe pismo w skrzynce budzi we mnie strach. Nie tym razem jednak.
Paczcie ludziska, jak sie ten EON pospieszyl! Przyslali nowy, skorygowany rachunek z przeprosinami od prundodostawcy. I nagle okazuje sie, ze wplacilam im za duzo. No dobra, cztery dychy tylko, ale zawsze lepiej niz niedoplata w wysokosci ponad 200 i potem po osiem dych przez kolejny rok, a w lipcu 300. Po korekcie okazuje sie, ze placic bedziemy dokladnie tyle samo, wiec ok. W lipcu za to zaplacimy ciut ponad 15. Lubie to!






wtorek, 20 czerwca 2017

Gorac niemozebny.

Mam przez ten upal mozg tak zlasowany, ze nielatwo mi sie skupic i cos madrego napisac. Mam w glowie jakies tam tematy, ale rozplywaja sie w niebyt, razem z moim entelektem. Inwentarz zywy tez ledwie dycha, ale z jakas samobojcza determinacja ida wszystkie trzy przezywac ten upal na balkonie, gdzie jest nie do wytrzymania tak do godziny 16.00, kiedy slonce wreszcie chowa sie za dom. Ja nawet mniej pale, bo obrzydzenie mnie bierze na balkonowy skwar, a futra tam wlasnie ida dogorywac.

                                               
Nadchodzi jednak moment, kiedy i one nie wytrzymuja i zmykaja do domu, gdzie jest odrobine chlodniej, a wentylator nie przestaje dmuchac. Toya rozklada sie w charakterze dywanu na samym srodku pokoju, Miecka zas upodobala sobie drapak z ZOOplusa. Jednak z tego goraca zdaje sie splywac z niego na podloge, jak roztopiony metal.




I tylko Bulka trwa jeszcze czas jakis na posterunku balkonowym, ale i ona w koncu nie wytrzymuje spiekoty i drobnym kroczkiem ucieka do mieszkania, zajmujac strategiczna pozycje na stole, gdzie bez przeszkod dociera ozywczy powiew wentylatora.


Zwierzaki nie moga znalezc sobie miejsca, snuja sie z kata w kat, wychodzac od czasu do czasu na balkon, zeby napic sie wody z konewki. Zeby uprzedzic pytania, w kuchni w psiej i kociej misce zawsze stoi swieza woda do dyspozycji. Ale do kuchni jest tak daleeekooo...
Dopiero wieczorem wszyscy odwazamy sie powrocic na balkon. Kosy zaczynaja swoj cowieczorny spiew, koty pocwierkuja na ich widok, a Toya ma jak zwykle wszystko w zadku i spi beztrosko na krzesle.




poniedziałek, 19 czerwca 2017

Rózany i rózowy zawrót glowy.

Jak co roku w Reinhausen, w rozanym parku, odbyl sie festiwal roz. Pisalam o tym w ubieglym roku TUTAJ. Tym razem pogoda tez tylka nie urywala, ale co najmniej nie padalo. Wtedy rzucilismy sie w wir zwiedzania, zeby oderwac mysli od niedawnej smierci Kiruni, teraz towarzyszyla nam Toya.
Podobnie, a jednak inaczej i tylko roze pachnialy tak samo obezwladniajaco. Przygotujcie sie na strrrasznie duzo zdjec. Tym razem skupilam sie wylacznie na rozach, w przewadze rozowych, ale bylo kilka o niezwykle oryginalnym ubarwieniu. Byl oczywiscie targ rozany, ale nas nie interesowalo kupowanie, bo i tak nie mam dosc miejsca na roze, ani inne kolejne kwiaty balkonowe. Pojechalismy tam nacieszyc oczy rozami i ponapawac sie ich cudnym zapachem. Zapraszam (zdjecia mozna jeszcze bardziej powiekszyc kliknieciem - polecam!)











































To wszystko mozna kupic






To nie przeklamanie koloru, ta roza ma wlasnie taka barwe, jest cudna




















Ostatni teskny rzut oka i... do domu
Zauwazyliscie na pewno, ze wiekszosc roz zaatakowana jest przez takie czarne robaczki, jest ich zatrzesienie. Pszczol za to jak na lekarstwo, a trzmiele dla Frau Be upolowalam na jakiejs lelui, dlatego wyjatkowo wpakowalam je do tego calkowicie rozanego posta.